Rozdział 6.

Po przebudzeniu od razu wyszłam. Miałam nieciekawe przeczucie że coś złego się stanie a nie chciałam mieszać w to Jareda. W końcu nie mogłam się dłużej oszukiwać.. zależało mi na nim. I wydawało mi się że jemu na mnie także zależało. To głupie, wiedziałam o tym. W końcu jedno z nas zginie. Jesteśmy przecież tylko pionkami.. tylko pionkami w grze Malum i przeciwko dobrej bogini zwanej Bona.
Jak najszybciej odepchnęłam od siebie te myśli, i poszłam do swojego pokoju, gdzie ubrałam się w t-shirt ze złotym nadrukiem, obcisłe jeansy i trampki. Spięłam włosy w jakiś artystyczny nieład i po chwili zastanowienia co mogłabym dzisiaj zrobić w Sobotę gdy nie ma lekcji, poszłam w stronę pokoju Honey, która oficjalnie była moją najlepszą przyjaciółką. Co za bzdury.
Tak więc idę, idę i idę i nagle bach. Na rogu zderzyłam się z kimś. Kimś, mianowicie dziewczyną. Bardzo, bardzo ładną dziewczyną. Piękną dziewczyną.
Wtf.. co ja się podniecam? Nie jestem lezbą, pomyślałam. Dziewczyna była jednak na prawdę piękna. Miała włosy koloru krwi, kocie oczy oraz porcelanową skórę. Po raz pierwszy widziałam kogoś o tak ciekawej urodzie w tej szkole..
- Przepraszam cię najmocniej.. nic Ci nie jest? - spytałam i pomogłam jej wstać.
- Nie.. - mruknęła i gdy wstała, jej twarz znalazła się tuż przed moją. Patrzyłam jej przez chwile prosto w oczy, zahipnotyzowana ich błyszczącym, zielonym kolorem.. były takie piękne.. gdy patrzyła mi w oczy miałam wrażenie że nie patrzy na mnie, tylko we mnie.. jakaś cząstka mojego mózgu która nie była zbyt zajęta gapieniem się na tą laskę, stwierdziła że ona jest silna. Silna.. bardzo silna.
Po kilku sekundach zauważyłam jak niezręczne musi być to że się w nią wlepiam. Natychmiast cofnęłam się i uklękłam, podnosząc swoją torebkę z ziemi w nadziei że ukryję pod tym swoje zakłopotanie.
- Tak więc.. emm.. - wyjąkałam wymyślając jakiś temat do rozmowy gdy nagle zobaczyłam zwierze wielkości wielkiego psa stojącego koło owej dziewczyny - och, fajny pies. Przyzwałaś go podczas rytuału, prawda?
- Nie do końca.. przyzwałam go już dwa lata temu.. - powiedziała. No tak, jak mogłam być taka głupia. Widać było że jest ode mnie starsza. 
- A po za tym, to wilk, nie pies - rzekła, jej głos słodki był przepełniony kpiną, a jej oczy nie przestawały się we mnie wpatrywać. Oj, kolejna gafa. 
- Ouh.. no tak, jak teraz się lepiej przyjże to rzeczywiście, nie wygląda na psa. - odburknęłam. Dziewczyna zaśmiała się cichutko, a ja już przestawałam ją lubić, chociaż praktycznie jej nie znałam.
- A Ty Myah, co przyzwałaś? - spytała, jej głos nie stracił tej kpiącej nuty. Wredota.
- Ja.. em.. kota.. - wyjąkałam.
- Kota? - Uniosła jedną brew. Co za suka, pomyślałam. Widać było że wiedziała co przyzwałam, chciała się tylko ponabijać. Czekałam na wredny śmiech i jakieś obraźliwe słowa, ale nic takiego nie dostałam. Zamiast tego usłyszałam: 
- No cóż.. tak się składa, że bardzo lubię koty.. - wymruczała seksownie. Nagle zrobiło mi się gorąco i poczułam że muszę zmienić temat.
- Em.. ej, a skąd wiesz jak mam na imię? - spytałam.
- Ymm.. wiem dużo rzeczy.. ale żeby uniknąć bycia niegrzecznym - powiedziała podkreślając słowo "niegrzecznym" tak, że zastanawiałam się czy ktoś tutaj nie jest homo - może przedstawimy się sobie poprawnie?
- Uhh, okej. Jestem Myah Hayes, miło mi Cię poznać.
- A ja jestem.. mów mi Kitsune. Także mi miło. - uśmiechneła się do mnie przyjaźnie. Hm, może zbyt surowo ją oceniłam..
Łaziłam z nią po akademiku, gdyż okazało się że idzie w tą samą stronę co ja. Gadałyśmy przy tym, jakoś czułam się przy niej bardzo swobodnie. Była fajna, trochę wredna, nie ukrywam, ale nie sztuczna jak większość dziewczyn w tej szkole.
- Wiesz, Kitsune, masz bardzo ciekawe imię .. to japoński, prawda? - spytałam znienacka.
- Tak.. to znaczy lis.. - odpowiedziała i odwróciła wzrok, jej wyraz twarzy nieco smutny, jakby myślała o czymś odległym. Zanim zdążyłam coś powiedzieć, zauważyłam Jareda biegnącego w moją strone.
- Co jest? .. - spytałam patrząc na niego sceptycznie gdy był już obok mnie. Spojrzałam w stronę Kitsune, i zauważyłam, że jej twarz nie wyraża teraz smutku, a gniewu i nienawiści, co mnie w pewnej części zaciekawiło ale nie miałam czasu się nad tym zastanawiać.
- On.. idzie.. - wystękał. Nagle usłyszałam dobrze znany mi głos. Głos którego nienawidziłam do szpiku kości.
- No no no.. - właściciel głosu obrzucił mnie wzrokiem od góry do dołu - Widzę że to prawda co o tobie mówią.. mała Myah już nie jest taka mała i bawi się z dorosłymi, hehe .. 
Stałam jak sparaliżowana, mój mózg odmówił posłuszeństwa, za dużo emocji jak na jedną chwile. Udało mi się jednak przemówić, jednak jedyne słowo które wyszło z moich ust to imię.
- Chris.. 
Nieziemsko przystojny blondyn o oczach szarych, identycznego odcienia co oczy Malum jak powiadają, uśmiechnął się figlarnie - Tęskniłaś za mną? .. co, Myah ? - demon przeszył mnie wzrokiem i nagle poczułam jak moje ciało rusza się w jego strone.. cholera.. przyciągał mnie.. nie panowałam nad tym.. skurwysyn.. musiałam coś zrobić.. Musiałam! Uwolniłam całą moją nienawiść do niego i zaatakowałam.


---

JARED.

Wszystko stało się w ułamku sekundy, aż trudno było zareagować na czas. Myah zmaterializowała ze swojego wymiaru sztylet i rzuciła się na demona, ale w mgnieniu oka wyrwał jej broń z ręki, wyrzucił i złapał mocno za nadgarstki. Myah jakby oszalała, krzyczała, wciąż atakowała go i fizycznie i psychicznie, jakby nie myślała racjonalnie, widać było że nie ma szans, i to było przykre. Po kilku minutach poddała się.. kolana jej zmiękły, zaczęła upadać, nie przestając przy tym płakać. Demon wyraźnie nie poruszony jej łzami jedną ręką wymierzył w jej stronę magiczny pocisk, który sprawił że ta poleciała aż na ścianę, ale zanim ją uderzyła udało mi się ją złapać. Tymczasem Kitsune podeszła od tyłu do demona, i unieruchomiła go magia. To było już za wiele.. wiedziałem że jest silna, ale normalna czarownica przeciwko demonowi nie miałaby żadnych szans.. jednak jej udało się, demon stanął w miejscu a ta powiedziała coś, w jego stronę lecz nie usłyszałem, krzyki uczniów wszystko zagłuszyły. Demon zniknął, ja stałem przy niemal przedziurawionej ścianie z czarnowłosą dziewczyną na rękach, a Kitsune stała na samym środku, wyglądając przy tym w ogóle nie poruszona. Wyciągnęła papierosa, zapaliła go i wszystko zniknęło.

Nagle znaleźliśmy się w pustym gabinecie pielegniarki co oznaczało że Kitsune nas przeteleportowała.Położyłem Myah'ie na podłodze starając się nie patrzeć na ranę krwi na jej brzuchu. Kitsune uklękła i zaczęła używać magii leczniczej, a ja wyciągnąłem z kieszeni Myah'i papierosa i także zapaliłem. 
- Uważaj, bo powiem jej że ją wykorzystałeś to że była ranna i ją okradłeś. - mrukneła.
- Uważaj, bo jeszcze mi ją w ten sposób zabierzesz. - rzuciłem sakrastycznie. Kitsune zamilkła przez chwile a potem znów się odezwała.
- Dlaczego Myah w ten sposób zareagowała? - spytała cicho. Przez chwile zapomniałem jak bardzo jej nienawidzę i odpowiedziałem normalnie.
- Bo ten demon jest od niej silniejszy, i przekonała się już kiedyś o tym. A Myah nienawidzi gdy ktoś jest od niej silniejszy.. dlatego dzisiaj znów spróbowała go zabić, w nadziei że się uda. No i.. sama możesz stwierdzić czy jej się udało.
Kitsune spojrzała na ranną tym swoim dziwnym wzrokiem, i rzekła:
- Jest jeszcze za słaba.. ale to się zmieni.. jednak Jared, przykro mi ale to nie ty będziesz towarzyszył jej gdy będzie silna. - powiedziała. Miałem jej serdecznie dość. Może w głębi serca po prostu wiedziałem że ma racje? .. nie wiem, ale wiem za to co potem zrobiłem. Wyszedłem.

---

Em.. taa... 
Niezbyt wiem co tu napisać..
Mam nadzieje że się podobało, chociaż wątpie..
Pozdrawiam, Shanxi. 

Rozdział 5, część 2.

Zastanawiałam się, co Jared kombinował. W końcu nigdy nie okazywał do mnie większej sympatii niż przyjaźń, bo jak już muszę umieścić go w jakiejś grupie w osobach które znam, to zaliczał się tam bardziej niż do .. kochanka czy czegoś takiego. Dobra, dziwne określenie. Jared kochanek? W sumie był zajebisty.. nie miałabym nic przeciwko ale.. o czym ja kurwa myślę? Natychmiast kazałam sama sobię się zamknąć. To było niemożliwe, nie po tym co sie stało. 
W końcu Jared widział mnie w momencie który odstraszyłby każdego chłopaka. Nie mówił o tym nigdy, ale wiedziałam że nie zapomniał. 
Siedziałam wtedy nago, strumienie wody płyneły po mojej skórze aż do momentu gdy znikały pod wodą której było mało gdyż wypływała powoli z wanny. Właściwie nie wiadomo po co tam weszłam.. woda.. chyba o wode chodziło, czasem miałam wrażenie że woda może zmyć moje grzechy.. niestety, uświadomienie sobie że tak nie jest zabolało. Miałam ochote to wyrwać.. ta krew.. denerwowała mnie, jakby była zatruta, nienawidziłam tego. Oczywiście sięgnełam po żyletke. Strumyczek krwi zlewający się ze strumieniem wody oraz moimi łzami.. piękne widowisko.. i wspomnienia, moje okropne wspomnienia przy tym pokazujące mi sie przed oczami.. nie wiedziałam ile czasu mineło.. sekunda? minuta? godzina? więcej? .. Jakbym traciła kontakt z rzeczywistością gubiąc się w wspomnieniach.. pewnie troche dłużej i wykrwawiłabym się na śmierć.. co za różnica.. w końcu nikogo tak naprawde nie obchodzę.  
Wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Nie odpowiedziałam, nie miałam siły, nie mogłam już.. z jednej strony nie chciałam by ktoś wszedł, drzwi były otwarte.. a z drugiej.. miałam to gdzieś, byłam zbyt rozkojarzona. 
Ktoś wszedł.. jakaś część mnie krzyczała do mnie, ktoś wszedł. Obróciłam głowe w strone drzwi lecz zrobiło mi sie ciemno przed oczami.. poczułam że ktoś zakręca pośpiesznie wode i szuka czegoś.. chyba ręcznika.. gdy wzrok mi wrócił, miałam ochote krzyczeć.. nie patrz na mnie.. prosze nie patrz. I nie chodziło o to że byłam naga.. przed nim wyzbyłam sie wstydu.. nie chciałam żeby widział że płakałam, nikt nie powinien tego widzieć. 
Jared owinął wokół mnie ręcznik i wyjął z wanny jakbym była śmacianą lalką. Położył na łóżku, lecz nie poleciał do nauczycielki, jakby wyczuł że tego nie chce. Zaczął używać magii leczniczej a potem.. 
A potem zemdlałam rzecz jasna.
Słodka historia.. nie ?
- Piękna pogoda.. - mruknął Jared. Spojrzałam na niebo. Słońce świeciło z całych sił.
- Mhm.. - potaknełam. Skończyliśmy w parku na ławce, Jared właściwie nie siedział tylko rozłożył się na ławce a ja siedziałam nerwowo zmieniając pozycje co kilka sekund.
- Nie wierć się tak.. co ci jest?
- Denerwuje się.. ciekawe co przyzwę na ceremoni..
- Nie denerwuj się tak.. spokojnie. - szepnął i nagle mnie objął.
- Ej.. co ty odpierdalasz.. puść mnie do kurwy nędzy!
- Och, jakie to romantyczne, ja cie przytulam a ty przeklinasz - westchnął i mnie puścił.
- Romantyczne? Dlaczego chcesz żeby to było romantyczne?
- A dlaczego miałbym nie chcieć?
- Nie jestesmy razem.
- Moglibyśmy być.
Nasza rozmowa zaczynała mnie irytować.
- Nie udawaj że ci zależy! - krzyknęłam i wstałam.
- Ej noooo.. Myah nie wkurzaj się tak odrazu - Jared wstał za mną.
- Daj mi spokój. - uciełam i odeszlam. Po kilku minutach drogi zdałam sobie sprawe że troche niepotrzebnie się wkurzyłam.. no ale już było za późno.. nie ważne, ważniejsze jest teraz myślenie o rytuale, pomyślałam. Ciekawa byłam co przyzwę.. fajny był by smok, albo salamandra..
Zerknełam na zergarek i zdecydowałam już iść do placu na terenie szkoły gdzie odbywała się ceremonia. Ustawiając się za innymi uczniami, zauwazyłam moje 'koleżanki' które do mnie machały głupio chichocząc. Chyba poprosiły chłopaka Candy, Jerome'a o trawke. A zresztą, co to za różnica, ich sprawa co przyzwą pod wpływem zioła.
Nauczyciele i dyrektorka wygłaszali imiona, i dany uczeń wychodził do przodu, wypowiedział zaklęcie i otwierał się mały otwór do piekła, skąd wychodziło stworzenie w formie miniaturowej. Po 20 uczniach, zaczełam się nudzić. Już miałam zapalić papierosa kiedy mnie zawołano.
- Myah Hayes!
O kurwa. O kurwa kurwa kurwa. Baaaaaałam się. Wychodząc dostrzegłam Jared'a patrzącego na mnie z obojętnym wyrazem twarzy. Uświadomiłam sobię że będę musiała go przeprosić, co jeszcze bardziej mnie wkurzyło gdyż nienawidziłam przepraszać.
- Ech.. niech będzie co ma być. - mruknełam po czym poniosłam głos i wypowiedziałam zaklęcie. Słowa, które były po łacinie niezręcznie wychodziły z moich ust, jednak wiedziałam że powiedziałam wszystko idealnie. Jako dziecko, ojciec uczył mnie łaciny.
Otwór piekielny otworzył się, niczym dziura w ścianie, tyle że ściany nie było. Poczekałam kilka sekund, i nagle z piekła wyszdedł..
- Kot. - stwierdziłam. Na początku nie doszło do mnie co to znaczy. Kot. No kot. Wiedziałam że to kot ale mój umysł jakby nie chciał tego przyswoić. Po minucie milczenia i mojego, i wszystkich innych uczniów oraz nauczycieli a także dyrektorki, zrozumiałam wszystko.
- KOT?! - wrzasnełam. Kilka osób się zaśmiało, a nauczycielka podeszła do czarnego kociątka i uklękła przy nim, jakby starała się stwierdzić o co chodzi. Koteczek wystawił maleńkie pazurki i zadrapał ją w twarz.
- Ała! - krzykneła nauczycielka i uciekła. Natychmiast cała szkoła zaczeła się śmiać a ja poczułam że robię się czerwona.
- Ufufufu.. - nagle usłyszałam przesłodzony głos Scarlett za plecami - Kot? Tylko tyle potrafi ta sławna Myah Hayes? Tylko na tyle cie stać?
- Zamknij się. - uciełam i odeszłam, a to pierdolone, czarne kocisko za mną. W połowie drogi zirytowałam się i zaczełam wrzeszczeć na kota:
- Daj mi kurwa spokój! Zepsułaś mi wszystko! WSZYSTKO! Nie chce cie, sioooooo idź sobie kurwa! - wrzeszczałam. Kot jednak zdawał się być niezbyt poruszony, jedynie spojrzał na mnie z dezaprobatą i odszedł. No i dobrze.
Miałam wszystkiego serdecznie dość. Zostałam upokorzona przed całą szkołą i mam zamiast smoka czy salamandry pierdolone kociątko. Nic nie wartego, zapchlonego kota. O Malum, pomyślałam, jak jakiś kot ma mi pomóc w walce?! Zadrapać aniołowi tą anielską twarz? Może wydłubać pazurem anielskie oczy?
Byłam zmęczona, tak bardzo zmęczona.. potrzebowałam.. potrzebowałam czegoś i dobrze wiedziałam czego, tyle że odpychałam od siebie te myśli przez chwile, lecz w końcu pękłam.
Potrzebowałam mojego ukojenia.
Potrzebowałam Jareda.
Zdusiłam w sobie łzy które napływały mi do oczu. O nie, nie będę płakać. Ja nie płacze, pomyślałam. Płakała ta malutka Myah, to słabe dziecko. Jestem czarownicą.. czarownice nie płaczą.
Poszłam do męskiego akademika gdzie korytarze były puste, i zapukałam do drzwi Jareda z nadzieją że tam jest. Po chwili czekania z jakiegoś powodu poczułam że mam prawo sama sobie otworzyć drzwi, i tak właśnie zrobiłam. Jared oczywiście tam był, w bokserkach, rozłożony na łóżku.
- Czego? - mruknął.
- Ech.. Jared ja.. - zaczełam lecz ten mi przerwał.
- Och prosze cie. Nie musisz się zmuszać do przepraszania.
- Muszę. Jesteś na mnie zły.
- Nie jestem, Myah.. zastanawiam się tylko dlaczego mi nie ufasz.
Nie odpowiedziałam.
- Słuchaj.. ja śpie.. albo śpisz ze mną, albo wychodzisz, jasne? - powiedział po kilku minutach. W jego oczach zobaczyłam chytry przebłysk. Wiedział doskonale co zrobię.
Zdjełam buty, sukienke i wgramoliłam się z nim do łóżka. Jared obiął mnie, i ..
Zasnełam.


---

Przepraszam za tą długą przerwe! Straciłam ostatnio chęć do pisania, ale już mi wróciła. Oczekujcie zajebistych rozdziałów, nyan <3  Shanxi.

Rozdział 5, część 1.

- Myah, dziecko, ile razy mam ci powtarzać żebyś nie dokarmiała tych kotów?! - krzyczała matka dziewczynki.
- Ale mamoo.. one są głodne.. - wyjąkała dziewczynka bliska płaczu.
- Ale mogą mieć różne choroby, to nie bezpieczne! 
- Prze.. przepraszam.. - wyszeptała dziewczynka ledwo słyszalnie i rozpłakała się na dobrze.
- Ej.. kochanie nie płacz. Zaraz przyjedzie "ona", pamiętasz?
- Ona?.. Ona przyjedzie?.. - krzykneło dziecko.
- Owszem kochanie.. och słyszysz? Już są.. choć, otworzymy. - rzekła matka dziewczynki delikatnym głosem. Podeszły do drzwi i otworzyły, a oczom dziewczynki ukazała się dziewczynka która wyglądała identycznie jak ona, z równie czarnymi oczami i równie czarnymi włosami.
- Dzieńdobry Myah, jak miło cie znów widzieć.. - rzekła dziewczynka.

I w tym momencie sie obudziłam.
- Co do kurwy nędzy .. - wysapałam. Co to było? Oczywiście, byłam tam ja, ale ta druga.. kto to był? dlaczego wyglądała tak jak ja? Dlaczego, do cholery..
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Ee.. chwilke... - krzyknełam i zerwałam się z łóżka.
- To ja Jared. 
- Och.. poczekaj, ubiore się.
Usłyszałam śmiech Jareda i drzwi się otworzyły.
- Ej no! - krzyknełam pośpiesznie zakrywając się pierwszym lepszym ciuchem jaki wpadł mi do ręki.
- Wstydzisz sie mnie? Słodkie - zadrwił. A no racja. Co ja robiłam? Przeciesz to był Jared.. a Jared to.. no Jared.
- Ech.. - westchnełam i rzuciłam ciucha na ziemie. Chłopak beszczelnie obejrzał mnie z góry do dołu, a miałam na sobie jedynie czarne majtki i czarną bluzke.
- Nie gap sie na mnie...
- Trudno sie nie gapić - zaśmiał się.
- Idiota.. - mruknełam zakładając jeansy.
- Pośpiesz sie babo, bo spóźnisz się na rytuał przywołania! - ucioł.
- Co ? .. 
No tak! Jak mogłam zapomnieć!? Rytuał.. o cholera.. 
- AAAAAAA o cholera, już już! - wrzasnełam i zaczełam niczym małe tornado latać po pokoju. Zdjełam jeansy i zamiast tego ubrałam przylegającą do ciała lecz nie obcisłą białą sukienke, której krótkość chociasz pasowała do moich standardów nie sprawiała że wyglądałam w niej jak dziwka, co było troche dziwne, a do tego srebrne szpilki. Przeczesałam włosy i szybko sie pomalowałam, no i byłam gotowa. Tymczasem Jared obserwował cały proces z rozbawieniem.
- Hm, poszło ci całkiem nieźle.. myślałem że dziewczyny szykują się dłużej więc obudziłem cie godzine wcześniej. Tymczasem teraz mamy jeszcze 45 minut.. - powiedział.
- Że co?! No wiesz.. nie potrzebnie sie spieszyłam.. co ja teraz ze sobą zrobie? - jęknełam.
- Pójdziesz ze mną na spacer. - oznajmił Jared.
- Huh? .. Ty.. Tylko mi nie mów że to wszystko zaplanowałeś!
- Proszę? Skądże, jak możesz oskarżać mnie o coś takiego? - Jared zrobił minę niewiniątka.
- Jasne.. - mruknełam. Jared otworzył mi drzwi i spojrzał na mnie zapraszająco, a ja westchnełam i wyszłam, a on za mną.

---
Krótko i słodko że tak powiem, jak wena mi wróci to bedzie reszta. Shanx.

Rozdział 4.

- Czy jesteś pewna?
- Czy tak było na prawde?
- Może pominełaś jakiś szczegół?
Takimi pytaniami zasypywała mnie szkolna pielegniarka od godziny. Miałam już dosyć. Wyciągnełam papierosa lecz gdy dyrektorka, która stała przy pielegniarce zmierzyła mnie surowym wzrokiem, westchnełam i go schowałam. Czarownice są niemiłosierne, nawet nie dadzą ci zapalić..
- Powtórz to wszystko jeszcze raz. - nalegała pielegniarka.
- Powiedziałam ci wszystko, po czym powtórzyłam 4 razy. Naprawde muszę mówić od początku?
- Myah, musisz zrozumieć że twoja historia jest na prawdę mało wiarygodna.. - pielegniarka zrobiła sztucznie zatroskaną minę.
- Powiedziałam ci całą prawde, to twoja sprawa czy uwierzysz czy też nie. Mam to gdzieś, naprawde - odburknełam i tym razem nie zważając na dyrektorke wyciągnełam zapaliłam tego cholernego papierosa. Dyrektorka westchneła z dezaprobatą ale nic nie powiedziała, wiedząc że nie ma sensu. Nagle usłyszałam cichy śmiech nauczycielki która oparta o ściane koło drzwi dotąd się nie odzywała.
- Widzicie? Zakłamane dziecko, nie ma w tym ani szczypty prawdy. Nigdy w życiu nie uwierze że taka gówniara potrafi tworzyć własny wymiar, a co dopiero torturować w nim ludzi. - rzuciła beszczelnie. O nie, tego już za wiele. Że niby ja kłamałam? Och, zaraz jej pokaże co to znaczy torturować kogoś psychicznie..
Wszystko stało się w ułamek sekundy, spojrzałam jej głęboko w oczy, i przeniosłam do swojego świata, gdzie przeszył ją nieziemski ból, a ja się śmiałam głośno.
- PANNO HAYES! PROSZE NATYCHMIAST PRZESTAĆ! - wrzasneła dyrektorka. Och, zapomniałam że mamy widownie.
- Ty mała suko.. - wydyszała nauczycielka po tym jak zaprzestałam tortur.
- Sarah, prosze, uspokój się.. - szepneła pielegniarka. Gdyby to były rany fizyczne to mogłaby ją uleczyć w kilka sekund, ale w takiej sytuacji nie mogła nic zrobić.
- Sama sie prosiła.. - spojrzałam na dyrektorke wyzywająco.
- Wyjdź. Natychmiast. - wyszeptała dyrektorka. W jej oczach widziałam czysty strach. No tak, przeciesz ta stara jędza była słaba jak ludzki noworodek.. wybrano ją na posade dyrektorki tylko dzięki jej inteligencji.
- Z przyjemnością.. - mruknełam. Zanim wyszlam, podeszłam do nauczycielki która wciąż była na kolanach i zgasiłam papierosa na jej czole. Żałosna.. poprostu żałosna.. pomyślałam i wyszłam z gabinetu dyrektorki. Gdy byłam za drzwiami, w mojej głowie zabrzmiał głos dyrektorki:
Piątek, po lekcjach prosze prosto do mojego gabinetu.
Telepatia. Kto by pomyślał. Więc jednak ma zamiar coś z tym zrobić.. nie żebym wylądowała w kłopotach. Moja moc była użyteczna, tego oczekiwali od uczniów tej szkoły.. mocy, aby być użytecznym dla bogini zła.
Nagle coś mnie uderzyło.
Telepatia.
Głos w mojej głowie na lekcji historii.
Telepatia!
Jak mogłam być taka tępa?! Jak mogłam nie zauważyć? ..
- MYAAAAAAAAAAAH! - głos Honey wyrwał mnie z szoku. Dziewczyna dosłownie na mnie skoczyła i wywróciłam się, a ona leżąc na mnie krzyczała - Rozpierdoliłaś ją, prawda?! Powiedz że dałaś tej szmacie popalić!
- Ee.. tak.. tak, użyłam na niej tortur.. - wyjąkałam lekko zakłopotana, wciąż myśląc o telepatii.
- No no.. nieźle, musze przyznać.. - usłyszałam głos Candy zza Honey. Kat, stojąca koło niej zaśmiała się cicho a Ruby, stojąca obok niej po prostu wpatrywała się we mnie z zaciekawieniem.
- No co? - rzuciłam w jej kierunku wstając - Zamurowało? ..
- Chciałabyś.. - mrukneła oburzona i odwróciła wzrok.
- Hon, przepraszam że nie pooglądałam twojej walki z.. jak jej tam było?
- Z Samanthą. I nic sie nie stało, ciesze się że tak wyszło - powiedziała uśmiechając się.
- A kto wygrał?
- Ja oczywiście! - oznajmiła dumna.
- No to gratulacje, hehe. Dziewczyny, ja ide do pokoju.. zmęczona jestem. - uśmiechnełam sie lekko a one potakneły.
- Okej.
Gdy doszłam do pokoju natychmiast opadłam na łóżku.. czułam sie okropnie.. za dużo tego wszystkiego na raz. W dodatku miałam takie wrażenie.. że coś sie stanie.. ale nie mogłam już zastanowić się co takiego, gdyż automatycznie zasnełam.. 

---
Przepraszam wszystkich za chwilowe zniknięcie bloga, i za to jak krótki jest ten rozdział. Chciałabym żeby wszyscy zauważyli, zanim ktoś znów zacznie krytykować mojego bloga, że po raz pierwszy pisze coś takiego.. ja.. eh, przepraszam jeśli moje opowiadanie jest niezadowolające. Gomen, Shanxi.

Rozdział 3.

12:00, arena.


Kiedyś, gdy dostałam na zadanięe domowe z Z.P.C. (Znajomości pomiędzy czarownicami, czyli najgłupszy temat do lekcji jaki kiedykolwiek istniał) na zebranie opini na własny temat, poprosiłam swoje koleżanki żeby powiedziały co o mnie myślą, jak określić mnie słowami. Wszystkie odpowiedziały z uśmiechem na ustach, Honey rzekła "egoistka", Kat "wredota", Candy "lekkomyślna" a Ruby powiedziała.. narcyz. Nie zrozumcie mnie źle, one wcale nie chciały zrobić mi na złość - mówiły szczerą prawde, a ja sie nie obraziłam, bo o tym wiedziałam. Oczywiście, nie zawsze taka byłam. Kiedyś, byłam tylko zwyczajną, naiwną dziewczynką o imieniu Myah.. ale to już przeszłość. Nie lubię wspominać. Nikt jednak nie wspomniał o dobroduszności jaką wykazałam się dzisiaj, i chyba po raz pierwszy odkąd zostałam czarownicą. Szokujące. Ale wracając do dobroduszności.. zapewnie zastanawiacie się co takiego zrobiłam. 
Gdy skończyła się następna lekcja, a mianowicie geografia piekła, wyszłam z budynku szkoły na arene, gdzie miałam pooglądać walkę Honey z jakąś koleżanką Scarlett, największej dziwki w szkole która nienawidziła mnie jak psa, gdyż w pierwszy dzień szkoły upokorzyłam ją przed Jared'em. Nie pytajcie jak, nie uwierzylibyście. W każdym razie, gdy weszłam na arene, toczyła się jeszcze inna walka, co oznaczało że przyszłam za szybko. Przy tej walce widzów jednak nie było żadnych. Oglądając zauważyłam, jedna z uczestniczek używa zakazanego na arenie chwytu - zaklęcia szybkiej śmierci. To właśnie zaklęcie doprowadzało do błyskawicznej śmierci ludzi oraz słabszych nefilim, w czasie gdy mocniejszych tylko osłabiało, a na anioły nie działało w ogóle. Dawno temu jakiś dzieciak postanowił użyć tego zaklęcia na arenie, no i niestety jego przeciwnik padł. Od tego czasu szybkiej śmierci na arenie nie używamy, bo "arena jest miejscem do walki treningowej pomiędzy uczniami, a nie próbą zabicia przeciwnika. Co prawda przeciwniczka Khary (bo jeśli dobrze pamiętam tak nazywała się ta dziewczyna) omijała odbijała zaklęcia, ale nawet człowiek by zauważył, że ledwo to robi. Khara wykorzystała chwile słabości dziewczyny, która padła na kolana po następnym ataku zakazanym zaklęciem, i zebrała w sobie energie na ostateczny cios. W tym momencie uznałam że to już za wiele. 
- Stać.. - powiedziałam stanowczo podlatując pomiędzy dwie dziewczyny. Lewitacja to coś w czym byłam naprawde świetna, chociasz w tym przypadku wcale nie musiałam tracić na nią energii, mogłam podejść. Uznałam jednak że może Khara sie troche wystraszy. 
- Zejdź mi z drogi szmato! - krzykneła Khara w moim kierunku, nie wyglądając jakby moja sztuczka z lataniem ją wystraszyła. 
- Jeszcze jeden cios a ją zabijesz Khara..
- To nie twoja sprawa! Nie wtrącaj się! - wrzeszczała dziewczyna, z twarzą tak czerwoną ze złości, iż zastanawiałam się czy jej żyłka nie pęknie.
- Jeśli chcę, to będę się wtrącać. A sama wiesz że zawsze robie co chce.. - rzekłam tonem pełnym jadu, wpatrując się w nią porozumiewawczo. Dziewczyna zbladła lekko, ale nie dawała za wygrana.
- Daj sobie spokój.. nie masz co robić Myah? Jeśli nie, to wróć do Jared'a . Może jak cie znów przeleci to nie bedziesz taką suką. 
Och, tego już za wiele. Wkurzyła mnie. 
- Sama tego chciałaś.. heh .. - szepnelam cicho, wiedząc że mój głos dojdzie do niej bardzo głośno, gdyż wzmocniłam go magią. To była właśnie moja specjalność.. nie przerywając kontaktu wzrokowego zabrałam ją do własnego wymiaru, poddając ją tysiącu torturom jednocześnie. Jej wrzaski stawały się nieludzkie, lecz odbierałam je jak pieszczota dla moich uszu. Jej łzy leciały strumieniami, a gdy doszły do jej ust, mieszały się z krwią którą kaszlała. Po chwili wyciągnełam jej z mojego wymiaru, a gdy jej umysł wrócil na ziemie, natychmiast upadła na ziemie i straciła przytomność. 
- Doprawdy, nie mineło nawet kilka sekund, a ona już ledwo żyje.. - wysyczałam jadowicie, wiedząc że przeciwniczka Khary wlepia we mnie oczy przepełnione strachem. Wszystkie były dla mnie za słabe.. nie zdążyłam się nawet rozkręcić. Takie słabe, takie kruche.. w porównaniu do mnie.. czułam jak moc mnie przepełnia, jak próbuje wydostać się z mojego ciala na powieszchnie ziemi i zniszczyć wszystko wokół. Byłam silna, byłam piekielnie silna i dobrze o tym wiedziałam.
Nagle usłyszałam płacz, delikatny płacz wystraszonej dziewczyny, który jakimś cudem wyrwał mnie z moich myśli o tym jaka byłam wspaniała. Odwróciłam się w strone dziewczyny i uklękłam koło niej. Tak jak myslałam, dziewczyna odskoczyła odemnie błyskawicznie krzycząc 'nie zbliżaj się do mnie' .. nie przestawała wpatrywać się w moje oczy.. no tak, zapomniałam.. kolor moich tęczówek.. natychmiast zamieniłam go na normalny i przemówiłam:
- Nie musisz się mnie bać.. nic ci nie zrobie.. - dziewczyna zaczynała się rozluźniać lecz z jej oczu nie znikał strach - Jak ci na imie? - spytałam.
- S.. Sophia..
- Ja jestem Myah, ale chyba to już wiesz.. zabiore cię do pielegniarki..
- NIE! nie dotykaj mnie! - wrzasneła. 
- Ych.. nie mam wyboru.. - westchnełam i wypowiedziałam zaklęcie usypiające. Sophia natychmiast zasneła. Użyłam magii żeby unieść obie dziewczyny ponad ziemie, tak że ich ciała lewitowały, i poszłam razem z nimi do pielegniarki.

---

Rozmawiali przyciszonymi głosami na dachu szkoły Mlalum, wiedząc że Myah usłyszy ich bez problemu jeśli będą rozmawiać głośno. Co prawda droga do Areny była całkiem długa, i nawet nie zwracając uwagi na to że byli na dachu szkoły, normalny człowiek by ich nie usłyszał. Ba, nawet zwykła czarownica by nie usłyszała. Ale Myah nie była zwykłą czarownicą, a co dopiero człowiekiem.

- Rany.. silna jest.. - mruknął Jared, wpatrując się z uwielbieniem w swoją dziewczyne która właśnie rozwaliła bezmyślną Khare, co zauważyła jego rozmówczyni.
- Trzymaj się od niej z daleka.. - zagroziła mu.
- Spokojnie.. jeszcze nie wiadomo kogo wybierze, mnie czy ciebie.
- Och, uwierz mi, wiadomo - rzekła dziewczyna.
- Jesteś bardzo pewna siebie.. - zauważył Jared, nie wspominając nawet że on sam bał się szczerze, że Myah wybierze dziewczyne z którą właśnie rozmawiał. Patrząc na to jak piękna była jego rozmówczyni..
- Mam powody. - odparła - Mówię Ci, trzymaj się od niej z daleka. Sam wiesz, że jestem silniejsza od Myah'i, a widziałeś co właśnie zrobiła.
Jared wzdrygnął się. Użyli zaawansowanego zaklęcia aby wetknąć po cichu swoje nosy w wymiar Myah'i, aby zobaczyć jak bolesne były jej tortury. Niby był równie silny co Myah, ale.. wciąż nie chciał być poddany czemuś takiemu, a co dopiero czemuś 10 razy gorszemu. Naprawde nie chciał. Ale nie zamierzał też rezygnować.. może o tym nie wiedziała, ale znaczyła dla niego więcej niż jakakolwiek inna dziewczyna w tej szkole, chociasz z charakteru była okropną osobą.
- Nie zamierzam z niej rezygnować..
- Heh.. - dziewczyna uśmiechneła się chytrze, i wstając rzekła - Dobrze.. bardzo dobrze.. to będzie ciekawe, tylko pamiętaj że sam się o to prosiłeś. - odrzuciła do tyłu swoje rudo-brązowe włosy i odeszła uśmiechając się pod nosem.


---


Ten rozdział dedykuje Kousagi, dzięki której go wgl napisałam. Wielkie dzięki kotek! <33
Chcę też podziękować Chloe, mojej przyjaciółce od serca i czytelniczce moich wypocin. Kocham Cię! ;*
Mam nadzieje że podobam wam się ten rozdział.. przeprosze was wpierw za długość tych rozdziałów.. wiem że dotychczas były bardzo krótkie, ale już tak mam - nie umiem pisać długich. Postaram się żeby były dłuszsze w każdym razie, i żeby wam to wynagrodzić, będę dodawała rozdziały dość często, czyli luźno mówiąc w każdy Wtorek, Czwartek oraz raz w weekend. Przepraszam też za wszelkie błędy - pisałam ten rozdział dość szybko i bez poprawek. Mam nadzieje że jest w zadowalającym stanie. Powiększyłam też czcionke żeby łatwiej sie czytało. Sory także za odmiane "Myah" czyli "Myah'i" tak jak to napisałam.. tak naprawde "Myah" to odpowiednik polskiego "Maja" i właśnie tak to sie czyta, więc powinno chyba być "Mayi" czy coś w tym stylu. Ale co mi tam.
No to by było na tyle.. całusy dla wszystkich czytelników, baj <3

Rozdział 2.

11:10, korytarz.


- Myah! Wytłumacz jej że nie przywołam żadnego jeża! 
- Skąd możesz to wiedzieć? Przy takim talencie jak twój, przypuszczam że nawet na jeża cie nie stać.
- Co ty nie powiesz?! Nie masz ani grama więcej talentu niż ja!
- A właśnie że mam! Mówię ci, przywołasz jakiegoś robala i tyle!
Candy i Ruby awanturowały się od jakiś dziesięciu minut, odkąd zadzwonił dzwonek informujący nas o przerwie na lunch. Tylko kilka minut, a już miałam ich serdecznie dosyć. Ile można? Nie dość że jutro rytuał przywołania, i dzisiejsza akcja na lekcjii histy, to jeszcze muszę wysłuchiwać bezsensownych kłutni tych debilek..
- Zamknijcie się kurwa! Ile można tego wysłuchiwać?! - wybuchłam znienacka, a wszystkie dziewczyny tatychmiast zamilkły i wlepiły we mnie swoje 8 niebieskich oczu (tak, wszystkie mają niebieskie oczy.. dziwne, nie?).
- Spokojnie, Myah .. przeciesz one to robią dla żartów .. - uspakajała mnie Honey.
- Mam to w dupie. I tak miałam ciężki dzień, a one jeszcze mi tu gderają o nieistotnych rzeczach.
- Ciężki dzień czy nie, nie powinnaś tak zachowywać się wobec swoich przyjaciółek!
I tak rozpoczeła się moja kłutnia z Hon, która trwała jakieś następne pięć minut. Ruby w tym czasie beszczelnie usiadła i zaczeła operować pilniczkiem przy paznokciach, nieustanne ziewając przy tym i mrucząc jakieś słowa, na które nie zwróciłam uwagi, i dobrze bo zapewne wkurzyłabym się jeszcze bardziej. Candy i Kat z kolei stały i oglądały naszą kłutnie jakby to było jakieś przedstawienie.
- Nie lubię jak mama i tata się kłucą. - odezwała się nagle Kat, a stojąca obok niej Candy potakneła. Beszczelność, naprawde. 
- Co.. co ty powiedziałaś!? - wrzasneła Honey i zaczeły się tłuc, a ja odeszłam jak najdalej, byleby odpocząć od tej bandy idiotek.
- Coś nie tak? - usłyszałam dobrze znany mi męski głos zza pleców.
- Jared.. - zamruczałam lecz nie odwróciłam się w jego strone. 
- No ? Powiesz mi co się dzieje? - spytał i poczułam wręcz że uśmiecha się rozbawiony.
- Nic.. kłótnia z debilkami, nic istotnego.. 
- A co jest istotne? 
- Ty jesteś istotny.. - zamruczałam ponownie i obróciwszy się na pięcie pocałowałam go delikatnie w usa. Jared, wysoki i niebiesko-oki, z czarnymi wiecznie rozczochranymi włosami miękkimi niczym aksamit był moim prawie chłopakiem odkąd dołączyłam do szkoły. Prawie chłopakiem, gdyż nigdy oficjalnie tego nie przyznaliśmy.. nie raz widziałam Jared'a z innymi laskami, a on mnie z innymi facetami. To była taka gra, kolejne zboczone nawyki..
- Spokojnie Myah, nie jesteśmy sami.. - wydyszał pomiędzy pocałunkami które z mojej winy stawały się coraz bardziej drapieżne.
- Mam to w gdzieś.. hehe..
- Niegrzeczna dziewczynka..
- Owszem..
- Agorafilia? Do prawdy? - zakpił. W odpowiedź jedynie pocałowałam go ponownie.
- Hmm.. masz racje.. pieprzyć ich.. pieprzyć ich żebym ja mógł pieprzyć ciebie - uśmiechnął się łobuzersko a ja odskoczyłam od niego szybciutko i rozczochrałam mu włosy.
- Ej no? Gdzie Ty? .. - Jared zrobił mine dziecka któremu mama nie chce dać lizaka.
- Hmm.. masz racje, przeciesz grzeczne dziewczynki nie obmacują się z chłopakami w miejscach publicznych - powiedziałam żartobliwie, tonem nauczycielki.
- Ty nie jesteś grzeczną dziewczynką.
- Nie. Ja jestem niegrzeczną, ale tą gorszą od niegrzecznych.
- Poplątałaś to całkowicie.
- Widzisz, niegrzeczne dziewczynki pieprzą się z każdym wszędzie i o każdej porze. A mega niegrzeczne dziewczynki kuszą, kuszą ale nic nie dają. - pokazałam mu język i ruszyłam na następną lekcje. Zasada numer jeden; zawsze zostawiaj mężczyzne nie zaspokojonego.


---


Dziękuje wszystkim za pozytywne opinie, i na priva przez ps, i na gg. Bez was bym się tak nie starała.
Dziękuje też Kousagi, za to że jedyna ruszyłaś tyłek i skomentowałaś moje durne opowiadanie. Ten rozdział jest dla was ludzie! <33
 Ach i .. z góry przepraszam za przekleństwa i erotyke, chyba jednak nie umiem bez tego pisać. ^^" Shanxi.

Rozdział 1.

- Mówcie co chcecie, ale ja już nie mogę się doczekać jutra.. - westchnęła Cindy.
- My nie mówimy że nie jesteśmy równie podekscytowane. - poprawiłam ją - Po prostu staramy się ci wytłumaczyć że to poważna sprawa.
- Myah ma racje, Candy. - poparła mnie Honey używając przy tym szkolnej ksywki Cindy, czyli "lizaczek". - Rytuał przywołania to coś co zdecyduje o twojej przyszłości.
- Niby w jaki sposób? - odezwała się Kat.
- Hmm.. powiedzmy że przywołałaś .. ee .. jeża czy coś takiego, a za kilka lat będziesz walczyła z aniołem. Wystarczyłoby żeby wziął cie z zaskoczenia i z powietrza walnął cie kamieniem, a film by ci się urwał i mógłby podejść i .. dokończyć sprawę. - powiedziałam.
- 'Dokończyć sprawę' czyli podejść i obciąć ci ten otulony blond kłakami łeb. - mruknęła Ruby, która dotąd się nie odzywała, co w sumie nie było nowością gdyż Ruby była straszliwie małomówna.
Wszystkie wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenia i parsknęłam śmiechem. Żadna z nas od ostatniego Piątku nie śmie opuścić lekcji u panny Kirke, która postanowiła pokazać nam jak poderżnąć komuś gardło. 
- Ej, ej! Masz coś do moich włosów?! - oburzyła się Candy żartobliwie, i to z naciskiem na żartobliwie gdyż każdy wiedział że z Candy była taka naturalna blondynka jak ze mnie (a wiem co mówię, gdyż moje włosy są kruczoczarne) .
- Ja dalej uważam że po prostu się boicie. - Kat pokazała mi język, i w tym momencie zadzwonił dzwonek.
- O cholera. - mruknęła Honey i w pośpiechu wpakowywując sobie kanapkę z nutellą do ust - Co teraz macie? - Wydusiła krztusząc się czekoladą.
- Historie! - krzyknęły Candy i Kat jednocześnie. Ich jednakowość była niesamowita.
- YEAH! Hista, hista, hista, hista! - zaśpiewałam razem z nimi, odprawiając jakiś dziwaczny, zaimprowizowany taniec.
- Huh? Ty też Myah? Buu, a ja mam literaturę.. - posmutniała Honey, ignorując nasze wygłupy. Literatury uczył Profesor Zafire, który przez całą godzinę po prostu czytał jakąś nudną książkę głosem takim, że każdy zastanawiał się czy zaraz nie zaśnie.
- Buu? To moja kwestia, Hon. Mam T.Z. - powiedziała Ruby czesząc swoje długie, brązowe włosy. T.Z. to skrót od Techik Zabijania, których uczyła..
- Ohoho, pozdrów ode mnie Kirke! - dogryzłam jej wiedząc jak Ruby nie cierpi nauczycielki obcinającej głowy manekinom.
- Myah, przysięgam, kiedyś ją poproszę żeby wzięła ciebie na lekcje zamiast manekinów. - odparowała Ruby i wszystkie się rozeszłyśmy.
Idąc przez szkołę czułam na sobie wzrok każdego ucznia, co nie było nowością. Co jakiś czas podchodzili do mnie chłopcy ale spławiałam ich jednym, wrednym spojrzeniem. To też nie było nowością. 
- Rany, naprawdę muszę wyglądać na łatwą.. - mruknęłam sama do siebie, nie wspominając nawet że to moja i tylko i wyłącznie moja wina. W końcu nikt nie zmuszał mnie do włożenia tej mini która ledwo zakrywała mi tyłek. Oczywiście, miałam wybór, mogłam ubrać się w jeansy czy coś.. ale w głębi duszy chciałam być w centrum uwagi. Oblepiona spojrzeniami ludzi czułam się jak ryba w wodzie. Zboczone? Może, ale co to za różnica.
Lekcja historii straszliwie się ciągnęła.. wręcz niemiłosiernie. Myślałam że zasnę, chociaż do snu wcale nie usypiał mnie głos pani Grant, skądże. W ogóle nie słuchałam. A słuchanie było jedną z nielicznych zasad szkoły Malum..
- Myah, ty słuchasz o czym ja tu mówię czy drzemiesz? - głos nauczycielki wyrwał mnie z zamyślenia. O ironio.
- Słucham prze pani..
- Do prawdy? Wydajesz się dziwnie blada.
- Jestem zmęczona, prze pani. - odpowiedziałam niczym automat, wcale nie kłamiąc. Prawda była taka, że nie ważne ile razy będę wmawiać moim koleżankom, Candy, Kat, Honey i Ruby że wcale się nie denerwuję, wciąż zarywam noce z nerwów przed rytuałem przywołania.
- To nie jest wymówka. Powtórz to o czym właśnie rozmawialiśmy. - rzekła pani Grant, wyraźnie zadowolona że ma okazje się nade mną poznęcać.
Cholera.. o czym oni gadali ? Pomyślałam, próbując w błyskawicznym tempie wymyślić jakąś błyskotliwą odpowiedź. 
Historia Japonii. Najstarszy okres archeologiczny, Mudoki.
Odpowiedź którą usłyszałam w mojej głowie, odebrałam niczym strzelenie z bata. Co to było? Co to do kurwy nędzy było?
- Znasz odpowiedź czy nie?! - Grant zaczynała się niecierpliwić.
- Ee.. tak prze pani.. - powiedziałam po czym powtórzyłam to, co usłyszałam w mojej głowie.
- Dobrze.. - burknęła nauczycielka, lecz zły błysk w jej oku nigdzie sobie nie poszedł - Dobrze, ale następnym razem słuchaj na lekcji bardziej uważnie. 
W odpowiedź mruknęłam tylko "suka" a Grant wróciła do lekcji. Tyle że znów nie mogłam się skupić, zastanawiając się co do cholery się stało.