Jak najszybciej odepchnęłam od siebie te myśli, i poszłam do swojego pokoju, gdzie ubrałam się w t-shirt ze złotym nadrukiem, obcisłe jeansy i trampki. Spięłam włosy w jakiś artystyczny nieład i po chwili zastanowienia co mogłabym dzisiaj zrobić w Sobotę gdy nie ma lekcji, poszłam w stronę pokoju Honey, która oficjalnie była moją najlepszą przyjaciółką. Co za bzdury.
Tak więc idę, idę i idę i nagle bach. Na rogu zderzyłam się z kimś. Kimś, mianowicie dziewczyną. Bardzo, bardzo ładną dziewczyną. Piękną dziewczyną.
Wtf.. co ja się podniecam? Nie jestem lezbą, pomyślałam. Dziewczyna była jednak na prawdę piękna. Miała włosy koloru krwi, kocie oczy oraz porcelanową skórę. Po raz pierwszy widziałam kogoś o tak ciekawej urodzie w tej szkole..
- Przepraszam cię najmocniej.. nic Ci nie jest? - spytałam i pomogłam jej wstać.
- Nie.. - mruknęła i gdy wstała, jej twarz znalazła się tuż przed moją. Patrzyłam jej przez chwile prosto w oczy, zahipnotyzowana ich błyszczącym, zielonym kolorem.. były takie piękne.. gdy patrzyła mi w oczy miałam wrażenie że nie patrzy na mnie, tylko we mnie.. jakaś cząstka mojego mózgu która nie była zbyt zajęta gapieniem się na tą laskę, stwierdziła że ona jest silna. Silna.. bardzo silna.
Po kilku sekundach zauważyłam jak niezręczne musi być to że się w nią wlepiam. Natychmiast cofnęłam się i uklękłam, podnosząc swoją torebkę z ziemi w nadziei że ukryję pod tym swoje zakłopotanie.
- Tak więc.. emm.. - wyjąkałam wymyślając jakiś temat do rozmowy gdy nagle zobaczyłam zwierze wielkości wielkiego psa stojącego koło owej dziewczyny - och, fajny pies. Przyzwałaś go podczas rytuału, prawda?
- Nie do końca.. przyzwałam go już dwa lata temu.. - powiedziała. No tak, jak mogłam być taka głupia. Widać było że jest ode mnie starsza.
- A po za tym, to wilk, nie pies - rzekła, jej głos słodki był przepełniony kpiną, a jej oczy nie przestawały się we mnie wpatrywać. Oj, kolejna gafa.
- Ouh.. no tak, jak teraz się lepiej przyjże to rzeczywiście, nie wygląda na psa. - odburknęłam. Dziewczyna zaśmiała się cichutko, a ja już przestawałam ją lubić, chociaż praktycznie jej nie znałam.
- A Ty Myah, co przyzwałaś? - spytała, jej głos nie stracił tej kpiącej nuty. Wredota.
- Ja.. em.. kota.. - wyjąkałam.
- Kota? - Uniosła jedną brew. Co za suka, pomyślałam. Widać było że wiedziała co przyzwałam, chciała się tylko ponabijać. Czekałam na wredny śmiech i jakieś obraźliwe słowa, ale nic takiego nie dostałam. Zamiast tego usłyszałam:
- No cóż.. tak się składa, że bardzo lubię koty.. - wymruczała seksownie. Nagle zrobiło mi się gorąco i poczułam że muszę zmienić temat.
- Em.. ej, a skąd wiesz jak mam na imię? - spytałam.
- Ymm.. wiem dużo rzeczy.. ale żeby uniknąć bycia niegrzecznym - powiedziała podkreślając słowo "niegrzecznym" tak, że zastanawiałam się czy ktoś tutaj nie jest homo - może przedstawimy się sobie poprawnie?
- Uhh, okej. Jestem Myah Hayes, miło mi Cię poznać.
- A ja jestem.. mów mi Kitsune. Także mi miło. - uśmiechneła się do mnie przyjaźnie. Hm, może zbyt surowo ją oceniłam..
Łaziłam z nią po akademiku, gdyż okazało się że idzie w tą samą stronę co ja. Gadałyśmy przy tym, jakoś czułam się przy niej bardzo swobodnie. Była fajna, trochę wredna, nie ukrywam, ale nie sztuczna jak większość dziewczyn w tej szkole.
- Wiesz, Kitsune, masz bardzo ciekawe imię .. to japoński, prawda? - spytałam znienacka.
- Tak.. to znaczy lis.. - odpowiedziała i odwróciła wzrok, jej wyraz twarzy nieco smutny, jakby myślała o czymś odległym. Zanim zdążyłam coś powiedzieć, zauważyłam Jareda biegnącego w moją strone.
- Co jest? .. - spytałam patrząc na niego sceptycznie gdy był już obok mnie. Spojrzałam w stronę Kitsune, i zauważyłam, że jej twarz nie wyraża teraz smutku, a gniewu i nienawiści, co mnie w pewnej części zaciekawiło ale nie miałam czasu się nad tym zastanawiać.
- On.. idzie.. - wystękał. Nagle usłyszałam dobrze znany mi głos. Głos którego nienawidziłam do szpiku kości.
- No no no.. - właściciel głosu obrzucił mnie wzrokiem od góry do dołu - Widzę że to prawda co o tobie mówią.. mała Myah już nie jest taka mała i bawi się z dorosłymi, hehe ..
Stałam jak sparaliżowana, mój mózg odmówił posłuszeństwa, za dużo emocji jak na jedną chwile. Udało mi się jednak przemówić, jednak jedyne słowo które wyszło z moich ust to imię.
- Chris..
Nieziemsko przystojny blondyn o oczach szarych, identycznego odcienia co oczy Malum jak powiadają, uśmiechnął się figlarnie - Tęskniłaś za mną? .. co, Myah ? - demon przeszył mnie wzrokiem i nagle poczułam jak moje ciało rusza się w jego strone.. cholera.. przyciągał mnie.. nie panowałam nad tym.. skurwysyn.. musiałam coś zrobić.. Musiałam! Uwolniłam całą moją nienawiść do niego i zaatakowałam.
---
JARED.
Wszystko stało się w ułamku sekundy, aż trudno było zareagować na czas. Myah zmaterializowała ze swojego wymiaru sztylet i rzuciła się na demona, ale w mgnieniu oka wyrwał jej broń z ręki, wyrzucił i złapał mocno za nadgarstki. Myah jakby oszalała, krzyczała, wciąż atakowała go i fizycznie i psychicznie, jakby nie myślała racjonalnie, widać było że nie ma szans, i to było przykre. Po kilku minutach poddała się.. kolana jej zmiękły, zaczęła upadać, nie przestając przy tym płakać. Demon wyraźnie nie poruszony jej łzami jedną ręką wymierzył w jej stronę magiczny pocisk, który sprawił że ta poleciała aż na ścianę, ale zanim ją uderzyła udało mi się ją złapać. Tymczasem Kitsune podeszła od tyłu do demona, i unieruchomiła go magia. To było już za wiele.. wiedziałem że jest silna, ale normalna czarownica przeciwko demonowi nie miałaby żadnych szans.. jednak jej udało się, demon stanął w miejscu a ta powiedziała coś, w jego stronę lecz nie usłyszałem, krzyki uczniów wszystko zagłuszyły. Demon zniknął, ja stałem przy niemal przedziurawionej ścianie z czarnowłosą dziewczyną na rękach, a Kitsune stała na samym środku, wyglądając przy tym w ogóle nie poruszona. Wyciągnęła papierosa, zapaliła go i wszystko zniknęło.
Nagle znaleźliśmy się w pustym gabinecie pielegniarki co oznaczało że Kitsune nas przeteleportowała.Położyłem Myah'ie na podłodze starając się nie patrzeć na ranę krwi na jej brzuchu. Kitsune uklękła i zaczęła używać magii leczniczej, a ja wyciągnąłem z kieszeni Myah'i papierosa i także zapaliłem.
- Uważaj, bo powiem jej że ją wykorzystałeś to że była ranna i ją okradłeś. - mrukneła.
- Uważaj, bo jeszcze mi ją w ten sposób zabierzesz. - rzuciłem sakrastycznie. Kitsune zamilkła przez chwile a potem znów się odezwała.
- Dlaczego Myah w ten sposób zareagowała? - spytała cicho. Przez chwile zapomniałem jak bardzo jej nienawidzę i odpowiedziałem normalnie.
- Bo ten demon jest od niej silniejszy, i przekonała się już kiedyś o tym. A Myah nienawidzi gdy ktoś jest od niej silniejszy.. dlatego dzisiaj znów spróbowała go zabić, w nadziei że się uda. No i.. sama możesz stwierdzić czy jej się udało.
Kitsune spojrzała na ranną tym swoim dziwnym wzrokiem, i rzekła:
- Jest jeszcze za słaba.. ale to się zmieni.. jednak Jared, przykro mi ale to nie ty będziesz towarzyszył jej gdy będzie silna. - powiedziała. Miałem jej serdecznie dość. Może w głębi serca po prostu wiedziałem że ma racje? .. nie wiem, ale wiem za to co potem zrobiłem. Wyszedłem.
---
Em.. taa...
Niezbyt wiem co tu napisać..
Mam nadzieje że się podobało, chociaż wątpie..
Pozdrawiam, Shanxi.