Rozdział 5, część 1.

- Myah, dziecko, ile razy mam ci powtarzać żebyś nie dokarmiała tych kotów?! - krzyczała matka dziewczynki.
- Ale mamoo.. one są głodne.. - wyjąkała dziewczynka bliska płaczu.
- Ale mogą mieć różne choroby, to nie bezpieczne! 
- Prze.. przepraszam.. - wyszeptała dziewczynka ledwo słyszalnie i rozpłakała się na dobrze.
- Ej.. kochanie nie płacz. Zaraz przyjedzie "ona", pamiętasz?
- Ona?.. Ona przyjedzie?.. - krzykneło dziecko.
- Owszem kochanie.. och słyszysz? Już są.. choć, otworzymy. - rzekła matka dziewczynki delikatnym głosem. Podeszły do drzwi i otworzyły, a oczom dziewczynki ukazała się dziewczynka która wyglądała identycznie jak ona, z równie czarnymi oczami i równie czarnymi włosami.
- Dzieńdobry Myah, jak miło cie znów widzieć.. - rzekła dziewczynka.

I w tym momencie sie obudziłam.
- Co do kurwy nędzy .. - wysapałam. Co to było? Oczywiście, byłam tam ja, ale ta druga.. kto to był? dlaczego wyglądała tak jak ja? Dlaczego, do cholery..
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Ee.. chwilke... - krzyknełam i zerwałam się z łóżka.
- To ja Jared. 
- Och.. poczekaj, ubiore się.
Usłyszałam śmiech Jareda i drzwi się otworzyły.
- Ej no! - krzyknełam pośpiesznie zakrywając się pierwszym lepszym ciuchem jaki wpadł mi do ręki.
- Wstydzisz sie mnie? Słodkie - zadrwił. A no racja. Co ja robiłam? Przeciesz to był Jared.. a Jared to.. no Jared.
- Ech.. - westchnełam i rzuciłam ciucha na ziemie. Chłopak beszczelnie obejrzał mnie z góry do dołu, a miałam na sobie jedynie czarne majtki i czarną bluzke.
- Nie gap sie na mnie...
- Trudno sie nie gapić - zaśmiał się.
- Idiota.. - mruknełam zakładając jeansy.
- Pośpiesz sie babo, bo spóźnisz się na rytuał przywołania! - ucioł.
- Co ? .. 
No tak! Jak mogłam zapomnieć!? Rytuał.. o cholera.. 
- AAAAAAA o cholera, już już! - wrzasnełam i zaczełam niczym małe tornado latać po pokoju. Zdjełam jeansy i zamiast tego ubrałam przylegającą do ciała lecz nie obcisłą białą sukienke, której krótkość chociasz pasowała do moich standardów nie sprawiała że wyglądałam w niej jak dziwka, co było troche dziwne, a do tego srebrne szpilki. Przeczesałam włosy i szybko sie pomalowałam, no i byłam gotowa. Tymczasem Jared obserwował cały proces z rozbawieniem.
- Hm, poszło ci całkiem nieźle.. myślałem że dziewczyny szykują się dłużej więc obudziłem cie godzine wcześniej. Tymczasem teraz mamy jeszcze 45 minut.. - powiedział.
- Że co?! No wiesz.. nie potrzebnie sie spieszyłam.. co ja teraz ze sobą zrobie? - jęknełam.
- Pójdziesz ze mną na spacer. - oznajmił Jared.
- Huh? .. Ty.. Tylko mi nie mów że to wszystko zaplanowałeś!
- Proszę? Skądże, jak możesz oskarżać mnie o coś takiego? - Jared zrobił minę niewiniątka.
- Jasne.. - mruknełam. Jared otworzył mi drzwi i spojrzał na mnie zapraszająco, a ja westchnełam i wyszłam, a on za mną.

---
Krótko i słodko że tak powiem, jak wena mi wróci to bedzie reszta. Shanx.

3 komentarze:

  1. Ah boskie :33 Już kocham Jared' a XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo interesujące postaram się częściej zaglądać i poczytać twą całą twórczość bo mnie nie kłamiąc za ciekawiła

    OdpowiedzUsuń