Rozdział 5, część 2.

Zastanawiałam się, co Jared kombinował. W końcu nigdy nie okazywał do mnie większej sympatii niż przyjaźń, bo jak już muszę umieścić go w jakiejś grupie w osobach które znam, to zaliczał się tam bardziej niż do .. kochanka czy czegoś takiego. Dobra, dziwne określenie. Jared kochanek? W sumie był zajebisty.. nie miałabym nic przeciwko ale.. o czym ja kurwa myślę? Natychmiast kazałam sama sobię się zamknąć. To było niemożliwe, nie po tym co sie stało. 
W końcu Jared widział mnie w momencie który odstraszyłby każdego chłopaka. Nie mówił o tym nigdy, ale wiedziałam że nie zapomniał. 
Siedziałam wtedy nago, strumienie wody płyneły po mojej skórze aż do momentu gdy znikały pod wodą której było mało gdyż wypływała powoli z wanny. Właściwie nie wiadomo po co tam weszłam.. woda.. chyba o wode chodziło, czasem miałam wrażenie że woda może zmyć moje grzechy.. niestety, uświadomienie sobie że tak nie jest zabolało. Miałam ochote to wyrwać.. ta krew.. denerwowała mnie, jakby była zatruta, nienawidziłam tego. Oczywiście sięgnełam po żyletke. Strumyczek krwi zlewający się ze strumieniem wody oraz moimi łzami.. piękne widowisko.. i wspomnienia, moje okropne wspomnienia przy tym pokazujące mi sie przed oczami.. nie wiedziałam ile czasu mineło.. sekunda? minuta? godzina? więcej? .. Jakbym traciła kontakt z rzeczywistością gubiąc się w wspomnieniach.. pewnie troche dłużej i wykrwawiłabym się na śmierć.. co za różnica.. w końcu nikogo tak naprawde nie obchodzę.  
Wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Nie odpowiedziałam, nie miałam siły, nie mogłam już.. z jednej strony nie chciałam by ktoś wszedł, drzwi były otwarte.. a z drugiej.. miałam to gdzieś, byłam zbyt rozkojarzona. 
Ktoś wszedł.. jakaś część mnie krzyczała do mnie, ktoś wszedł. Obróciłam głowe w strone drzwi lecz zrobiło mi sie ciemno przed oczami.. poczułam że ktoś zakręca pośpiesznie wode i szuka czegoś.. chyba ręcznika.. gdy wzrok mi wrócił, miałam ochote krzyczeć.. nie patrz na mnie.. prosze nie patrz. I nie chodziło o to że byłam naga.. przed nim wyzbyłam sie wstydu.. nie chciałam żeby widział że płakałam, nikt nie powinien tego widzieć. 
Jared owinął wokół mnie ręcznik i wyjął z wanny jakbym była śmacianą lalką. Położył na łóżku, lecz nie poleciał do nauczycielki, jakby wyczuł że tego nie chce. Zaczął używać magii leczniczej a potem.. 
A potem zemdlałam rzecz jasna.
Słodka historia.. nie ?
- Piękna pogoda.. - mruknął Jared. Spojrzałam na niebo. Słońce świeciło z całych sił.
- Mhm.. - potaknełam. Skończyliśmy w parku na ławce, Jared właściwie nie siedział tylko rozłożył się na ławce a ja siedziałam nerwowo zmieniając pozycje co kilka sekund.
- Nie wierć się tak.. co ci jest?
- Denerwuje się.. ciekawe co przyzwę na ceremoni..
- Nie denerwuj się tak.. spokojnie. - szepnął i nagle mnie objął.
- Ej.. co ty odpierdalasz.. puść mnie do kurwy nędzy!
- Och, jakie to romantyczne, ja cie przytulam a ty przeklinasz - westchnął i mnie puścił.
- Romantyczne? Dlaczego chcesz żeby to było romantyczne?
- A dlaczego miałbym nie chcieć?
- Nie jestesmy razem.
- Moglibyśmy być.
Nasza rozmowa zaczynała mnie irytować.
- Nie udawaj że ci zależy! - krzyknęłam i wstałam.
- Ej noooo.. Myah nie wkurzaj się tak odrazu - Jared wstał za mną.
- Daj mi spokój. - uciełam i odeszlam. Po kilku minutach drogi zdałam sobie sprawe że troche niepotrzebnie się wkurzyłam.. no ale już było za późno.. nie ważne, ważniejsze jest teraz myślenie o rytuale, pomyślałam. Ciekawa byłam co przyzwę.. fajny był by smok, albo salamandra..
Zerknełam na zergarek i zdecydowałam już iść do placu na terenie szkoły gdzie odbywała się ceremonia. Ustawiając się za innymi uczniami, zauwazyłam moje 'koleżanki' które do mnie machały głupio chichocząc. Chyba poprosiły chłopaka Candy, Jerome'a o trawke. A zresztą, co to za różnica, ich sprawa co przyzwą pod wpływem zioła.
Nauczyciele i dyrektorka wygłaszali imiona, i dany uczeń wychodził do przodu, wypowiedział zaklęcie i otwierał się mały otwór do piekła, skąd wychodziło stworzenie w formie miniaturowej. Po 20 uczniach, zaczełam się nudzić. Już miałam zapalić papierosa kiedy mnie zawołano.
- Myah Hayes!
O kurwa. O kurwa kurwa kurwa. Baaaaaałam się. Wychodząc dostrzegłam Jared'a patrzącego na mnie z obojętnym wyrazem twarzy. Uświadomiłam sobię że będę musiała go przeprosić, co jeszcze bardziej mnie wkurzyło gdyż nienawidziłam przepraszać.
- Ech.. niech będzie co ma być. - mruknełam po czym poniosłam głos i wypowiedziałam zaklęcie. Słowa, które były po łacinie niezręcznie wychodziły z moich ust, jednak wiedziałam że powiedziałam wszystko idealnie. Jako dziecko, ojciec uczył mnie łaciny.
Otwór piekielny otworzył się, niczym dziura w ścianie, tyle że ściany nie było. Poczekałam kilka sekund, i nagle z piekła wyszdedł..
- Kot. - stwierdziłam. Na początku nie doszło do mnie co to znaczy. Kot. No kot. Wiedziałam że to kot ale mój umysł jakby nie chciał tego przyswoić. Po minucie milczenia i mojego, i wszystkich innych uczniów oraz nauczycieli a także dyrektorki, zrozumiałam wszystko.
- KOT?! - wrzasnełam. Kilka osób się zaśmiało, a nauczycielka podeszła do czarnego kociątka i uklękła przy nim, jakby starała się stwierdzić o co chodzi. Koteczek wystawił maleńkie pazurki i zadrapał ją w twarz.
- Ała! - krzykneła nauczycielka i uciekła. Natychmiast cała szkoła zaczeła się śmiać a ja poczułam że robię się czerwona.
- Ufufufu.. - nagle usłyszałam przesłodzony głos Scarlett za plecami - Kot? Tylko tyle potrafi ta sławna Myah Hayes? Tylko na tyle cie stać?
- Zamknij się. - uciełam i odeszłam, a to pierdolone, czarne kocisko za mną. W połowie drogi zirytowałam się i zaczełam wrzeszczeć na kota:
- Daj mi kurwa spokój! Zepsułaś mi wszystko! WSZYSTKO! Nie chce cie, sioooooo idź sobie kurwa! - wrzeszczałam. Kot jednak zdawał się być niezbyt poruszony, jedynie spojrzał na mnie z dezaprobatą i odszedł. No i dobrze.
Miałam wszystkiego serdecznie dość. Zostałam upokorzona przed całą szkołą i mam zamiast smoka czy salamandry pierdolone kociątko. Nic nie wartego, zapchlonego kota. O Malum, pomyślałam, jak jakiś kot ma mi pomóc w walce?! Zadrapać aniołowi tą anielską twarz? Może wydłubać pazurem anielskie oczy?
Byłam zmęczona, tak bardzo zmęczona.. potrzebowałam.. potrzebowałam czegoś i dobrze wiedziałam czego, tyle że odpychałam od siebie te myśli przez chwile, lecz w końcu pękłam.
Potrzebowałam mojego ukojenia.
Potrzebowałam Jareda.
Zdusiłam w sobie łzy które napływały mi do oczu. O nie, nie będę płakać. Ja nie płacze, pomyślałam. Płakała ta malutka Myah, to słabe dziecko. Jestem czarownicą.. czarownice nie płaczą.
Poszłam do męskiego akademika gdzie korytarze były puste, i zapukałam do drzwi Jareda z nadzieją że tam jest. Po chwili czekania z jakiegoś powodu poczułam że mam prawo sama sobie otworzyć drzwi, i tak właśnie zrobiłam. Jared oczywiście tam był, w bokserkach, rozłożony na łóżku.
- Czego? - mruknął.
- Ech.. Jared ja.. - zaczełam lecz ten mi przerwał.
- Och prosze cie. Nie musisz się zmuszać do przepraszania.
- Muszę. Jesteś na mnie zły.
- Nie jestem, Myah.. zastanawiam się tylko dlaczego mi nie ufasz.
Nie odpowiedziałam.
- Słuchaj.. ja śpie.. albo śpisz ze mną, albo wychodzisz, jasne? - powiedział po kilku minutach. W jego oczach zobaczyłam chytry przebłysk. Wiedział doskonale co zrobię.
Zdjełam buty, sukienke i wgramoliłam się z nim do łóżka. Jared obiął mnie, i ..
Zasnełam.


---

Przepraszam za tą długą przerwe! Straciłam ostatnio chęć do pisania, ale już mi wróciła. Oczekujcie zajebistych rozdziałów, nyan <3  Shanxi.

2 komentarze:

  1. Podoba mi się, że tak dużo jest o Jerardzie *u*
    Tak opisują prawdziwi profesjonaliści w swoich książkach <3
    kolejna część rozdziału 5 jest znakomita, dużo przekleństw co mi nie przeszkadza a nadaje pikanterii ^o^

    OdpowiedzUsuń
  2. Kociątko <33 Meow *3* Chcę kolejny rozdział <3 Ostatnia scenka jest cudna :3

    OdpowiedzUsuń